Pracownicy są obserwowani przez pracodawców, ale ci drudzy nie pozostają im dłużni. Później takie nagrania z telefonów, dyktafonów i firmowych systemów nagrywania trafiają do sądów.

Kilka miesięcy temu mogliśmy śledzić sprawę kasjerki z Biedronki, która twierdziła, że została zmuszona do załatwienia się na swoim stanowisku pracy, bo zabroniono jej skorzystać z toalety. Pracownica kłamała, ale nie dowiedzielibyśmy się o tym gdyby nie sklepowy monitoring.

Dziennik “Rzeczpospolita” przypominając sprawę dodaje, że pracodawcy kupują sprzęt do nagrywania, żeby bronić się przed nieuczciwymi pracownikami, jednak takie podglądanie nie jest legalne. „Bardzo często spotykałem się z nagraniami wykorzystywanymi jako dowody w sprawie. Trzeba jednak pamiętać, by ich treść nie naruszała dóbr osobistych osób, które są na nich utrwalone. W przeciwnym razie ten, kto je ujawnia, naraża się na odpowiedzialność” – przestrzega na łamach dziennika Jacek Sobczyk, były sędzia w sądzie pracy.

Także pracownicy sięgają po sprzęt do nagrywania, żeby udowodnić naganne praktyki w firmach. W jednym z opisywanych przez “Rzeczpospolitą” przypadków pracownik chcąc uzyskać lepsze warunki odejścia z firmy powołał się w sądzie na nagranie jakichś rozmów z przełożonym. Nie wiadomo, czy takie nagranie rzeczywiście istniało, ale pracodawca zmiękł i zgodził się na ustępstwa.

Sprawdź nasze oferty pracy »